Strona główna: e-boszkowo

zaloguj | załóż konto
napisane przez Mirek
Data dodania: 28-09-2009 21:28
Data modyfikacji: 28-09-2009 21:34

 

W dniach 26-31 przebywaliśmy z zoną na urlopie w Boszkowie więc jako zapalony wędkarz z dużą chęcią przyjąłem ofertę powędkowania z łodzi na tamtejszych łowiskach. Wcześniej jednak należało wykupić pozwolenie, bo pomimo tego, że jestem członkiem PZW,  na tamtejszych wodach jako łowiskach specjalnych obowiązują dodatkowe dopłaty. Wykupiliśmy więc pozwolenie na 3 dniowe wędkowanie z łodzi na Jeziorze Wielkim, które leży najbliżej wsi Boszkowo. Nie jest tak znane jak Dominckie, a to chyba z tego powodu że nie jest pomimo swej nazwy wcale takie wielkie, a poza tym nie ma tam kąpielisk. Zresztą nawet jakby były, to wydaje mi się, że woda jest tam najbrudniejsza ze wszystkich jezior Przemęckiego Parku Krajobrazowego. Niestety otrzymuje pierwszą porcję zrzutu z oczyszczalni ścieków z okolicznych Włoszakowic, co niezbyt dobrze odbija się na jej jakości. Woda miała spory zakwit.

Pomimo tego jezioro ma jednak dobrą opinię wśród wędkarzy. Kupując pozwolenia w punkcie wędkarskim w „Budkowie"(„Pudełkowie" - przypis redakcja) mad jeziorem Dominickim, pewien podchmielony miejscowy jegomość doradził nam aby nastawić się na karasia, który podobno na jez. Małym występuje licznie i jest duży. Mówił że kilo, półtorej to standard. Osobiście jestem zawsze sceptyczny wobec takich porad, ale później okazało się że tym razem niesłusznie.

 

Pierwszego dnia ruszyliśmy o 4 rano. Trasa do wsi Boszkowo, zaraz za wsią skręcamy w szutrowa drogę prowadzącą do Charbielina. Miejsce do zrzutu łodzi i parkowania auta jest zaraz przy moście nad krótkim kanałem, który łączy jezioro Wielkie z Jeziorem Małym. O 4:30 płynęliśmy już kanałem spod mostu . Dla osób z łodzią, to chyba najlepsze miejsce do wodowania łódki na tym jeziorze; droga dojazdowa też porządna. Przed piątą zaczęliśmy wędkowanie. Mateusz na spławik, ja rzuciłem gruntówkę z koszyczkiem i sygnalizatorem typu „ping pong". Na hak poszły czerwone robaki.

Najszybciej efekty uzyskał Mateusz - tyle że w zanęcone łowisko weszły mu niestety krąpie i dorodne ukleje, które ciągały największe nawet robaki. Akwen płytki - do dwóch metrów - trzy metry na największej głębi, więc ukleje brały nawet znad dna. Masakra. Ale zaraz potem było dużo lepiej.

U mnie przez pierwsze dwadzieścia minut była cisza poczym ping pong poszedł wolno lecz zdecydowanie w górę. Zacięcie i od razu czuję że coś do siatki będzie. Ryba raczej na boki nie uciekała, murowała do dna stawiając tępy opór. Szybko dała się podholować, trochę pochlapała blisko łodzi i w końcu naszym oczom ukazał się śliczny....karaś. Taki 30cm na oko.

- kurde, czerwononosy jegomość nie łgał albo to przypadek - mówię do Mateusza.

Zarzucam więc ponownie zestaw gruntowy w to samo miejsce i po ok. 20 minutach na haku walczy znów taki sam wypasiony karasek. A po nim był następny.

Dla Mateusza do był wyraźny sygnał żeby przezbroić się na grunt i wycofać się z nierównej walki z drobnicą. Wprawdzie nigdy nie łowił na grunt i miał pewne obawy, co do poprawnego odczytania sygnalizacji brania, a mimo to po kilkunastu minutach od zarzucenia, po pierwszym zdecydowanym braniu ryby z gruntu, rozpoczął hol ładnego, tłustego karasia. Po kilku minutach ryba wylądowała w podbieraku, a po chwili uśmiechnięty Mateusz pozował do zdjęcia z ładnym, tłuściutkim około trzydziesto centymetrowym karasiem. Wędkowaliśmy tego dnia w sumie jakieś 5 godzin. Złowiliśmy łącznie 8 karasi od 30cm  wzwyż. Największy miał 34cm. Z gruntu wziął też jeden podleszczyk i kilkanaście większych krąpi. Dzień był bardzo udany a karaś grillowany okazał się przepyszną rybą. Gdyby jeszcze miał tak mniej ości....

 

            Zachęceni pierwszym sukcesami, i pochwałami ze strony naszych żon, następnego dnia postanowiliśmy zacząć wędkowanie wcześniej, więc już ok. 4:15 wędki poszły w ruch. Oczywiście łowiliśmy jak ostanio na koszyczki zanętowe i czerwonego robaka lub małą dendrobenę. Ja dodatkowo postanowiłem zarzucić jedną gruntówkę na rosówkę, bo słyszałem że w zeszłym roku łatwo było na tym akwenie o węgorza.

Już po kilku minutach mieliśmy pierwsze brania i tak przez następne kilka godzin raz za razem do siatki lądowały piękne, tłuste i ślicznie wybarwione karaski, a nam w aparacie przybywało zdjęć z dumnymi pozami wytrawnych łowców.

Jeden karaś zahaczył się nawet za płetwę odbytową przy zacięciu, więc zanim go nie zobaczyłem, stawiał bokiem taki opór, że myślałem że jakiegoś sporego karpia holuję.

Sąsiedzi z innych łodzi i pomostów też łowili ładne ryby, więc stwierdzam że łowisko jest zdecydowanie warte zapłacenia dodatkowej licencji. Dziwi mnie tylko to, że było tak mało brań leszcza, tak jakby został całkowicie wyparty przez karasia. Jeszcze z takim łowiskiem nie miałem wcześniej do czynienia - w każdym razie nie spotkałem się nigdy żeby na tak sporym akwenie było tak dużo dużego karasia a tak mało leszcza. Bo okazało się że inni wędkarze z którymi rozmawialiśmy też łowili głównie karasie, więc to nie nasza zanęta tak wyselekcjonowała nam ryby.

Na rosówkę niestety nic się nie pokusiło i o węgorzu grillowanym niestety musiałem zapomnieć. Starszy Pan którego spotykaliśmy codziennie podczas wędkowania, a który łowi na jeziorze Wielkim od wielu lat z łodzi, stwierdził że węgorza wyłowiono tegorocznej wiosny sieciami i innymi pułapkami na komunijne konsumpcje i on też nic nie łowi w tym sezonie. Wspominał że jeszcze w zeszłym roku węgorze brały regularnie, wystarczyła rosówka na haku, żeby po dłuższym lub krótszym czasie jakiś się połakomił. A w tym roku jak powiedział, jest bardzo kiepsko z węgorzem.

 

            Trzeciego dnia postanowiliśmy trochę dłużej pospać i wędkowanie zaczęliśmy jakoś wpół do szóstej. Dodatkowo zmieniliśmy łowisko i postanowiliśmy połowic na spławik na kukurydzę. Niestety ta strategia niewiele nam dała. Dodatkowo zmieniła się pogoda, brania były kiepskie. Złowiliśmy może ze dwa ładne karasie i sporo drobnicy. Ryba wróciła do wody a my lekko niepocieszeni wróciliśmy do Boszkowa. Na poprawę humoru po południu popływaliśmy sobie żaglówką na jez. Dominickim i też było fajnie.

Każdemu zdecydowanie polecam wędkowanie na jeziorze Wielkim, szczególnie z łodzi, choć pomostów tam też jest trochę. Łowisko jest obfite i dostarcza wielu wspaniałych wędkarskich wrażeń. Sam tam z pewnością jeszcze się tu wybiorę.

 


  • Zespół e-boszkowo.pl informuje, że wypowiedzi, które nie odnoszą się do tematu artykułu, naruszają normy prawne i obyczajowe będą usuwane.
  • Twoje IP to: 54.224.197.251 Pamiętaj, nie jesteś anonimowy.
Dodaj komentarz
Imię:
Treść:

 
CAPTCHA Image
Przeładuj obrazek, jeśli jest nieczytelny
Kod:
Komentarze:
Staszek Dodano: 01-07-2010 IP: Czytam ten artykuł i potwierdzam że tak jest na j. Wielkim. Lecz nie wiem czy w tym roku będę miał czas na wędkowanie a tak bardzo to lubię Może uda mi się jakoś namówić Adminów na wspólny wypad.


Dane ze stacji meteo.
Temp. powietrza: 14.3°C
Temp. wody: 14.4°C
Wiatr: 0.0[m/s]
Kierunek wiatru: ---

Ostatni odczyt:
18.10.2017 19:10

Dane ze stacji meteo, GOSiR Włoszakowice, umiejscowionej na terenie Ośrodka Żeglarskiego przy ul. Turystycznej 7 w Boszkowie - Letnisku.

współpraca

slotex.pl - najlepszy hosting

Copyright © 2011 by e-boszkowo.pl