Historia Boszkowa i okolicy | e-boszkowo.pl

Strona główna: e-boszkowo

zaloguj | załóż konto
napisane przez admin / Matek
Data dodania: 26-06-2008 01:06
Data modyfikacji: 04-11-2014 20:49

 

BARTEK Z PIEKŁA

 

 Pobliskie bory włoszakowickie owiane są legendami i niezwykłymi zdarzeniami. Szczególnie w okolicy Tłuczni i Papierni miała miejsce niezwykła historia. Za zgodą „Przeglądu Wielkopolskiego” drukujemy dziś I część wspomnień o „Bartku z Piekła”, których autorami są: Kazimierz Stępczak i Kazimierz Wolniczak


Zwano go leśnym... Dziad to był niewielkiego
wzrostu, ku ziemi nieco przychylony, ale krzepki
i na twarzy opiekły, z sutą siwą brodą
.
Ewa Szelburg- Ostrowska
U leśnego dziadka”,

Wyd. M. Arcta, Warszawa 1924

 

Tak oto znana polska autorka charakteryzuje samotnego, leśnego dziadka, obdarzonego mądrością życiową i życzliwego ludziom, który wędruje przez pola i lasy, od wsi do wsi, był chętnie przez ludzi witany i goszczony. Okazuje się jednak, że i w Wielkopolsce żył swego czasu taki leśny dziadek, którego okoliczna ludność nazywała „Bartkiem z piekła”. Zagroda, w której mieszkał, znajdowała się w kompleksie Lasów Włoszakowickich (powiat leszczyński, gmina Wijewo), niemal w centrum obecnego Przemęckiego Parku Krajobrazowego, pół kilometra na północ od leśniczówki Papiernia, nad małym jeziorem Maszynek. Do najbliżej położonych miejscowości należą: Miastko i Górsko (ok. 3km), Zaborówiec (3,5km) i Dominice (2,7km), a nieco dalej Brenno (7,5km), Wijewo (9km) oraz Włoszakowice (8,5km).
Wielkopolski dziadek leśny w rzeczywistości nazywał się Jan Kowalewicz i urodził się 31 grudnia 1858 roku. Jego rodzicami byli Ignacy Kowalewicz i druga jego żona Karolina z domu Wańska. Ignacy Kowalewicz jako młody człowiek był na służbie u rolnika w Brennie. Pragnął jednak uzyskać pracę w lesie i zostać przewodnikiem robotników leśnych. To właśnie zdecydowało, że dysponując własną ziemią, wybudował niewielką drewnianą chatę i inne zabudowania tuż przy terenach leśnych. W chacie tej zamieszkiwał początkowo wraz z żoną i z siostrą żony, a później z dziećmi: Janem, Ignacym, Ludwiką i Marynką. Po śmierci rodziców najstarszy syn Jan Kowalewicz, któremu poświęcamy niniejsze opracowanie, wzmocnił nadwątloną już nieco chatę glinianymi ścianami i przeznaczył dla mieszkających tam sióstr. Dla siebie wybudował natomiast drugą, mniejszą chatę z kamienia i gliny. Według opowiadań nieżyjących już obecnie osób, które znały i pamiętały rodzinę Kowalewiczów, określenie „Bartek z piekła” odnoszono już do Ignacego, a dopiero później także do jego syna Jana. Niemniej to właśnie Jan stał się powszechnie znany pod tym przezwiskiem. Przypuszcza się, że określenie to wymyśliły dzieci, które w tych rejonach zbierały jagody i jeżyny. W drugiej połowie sierpnia, po święcie św. Bartłomieja (24,VIII), owoców tych coraz mniej, są małe i mają gorszy smak.

W okolicznych wsiach określano to niezbyt przyzwoicie, że „Bartek osrał te owoce” i tym samym imię Bartek miało nieco negatywny wydźwięk. Odpowiada to zresztą licznym przysłowiom ludowym, z których wynika, że po Bartłomieju nadchodzą gorsze dni lata i zbliża się jesień (np. „Św. Bartłomiej wszystko potłumi” lub „Bartłomiej zwiastuje, jaka jesień następuje”). Przez „piekło” rozumiano natomiast jakieś miejsce odludne, niezbyt przyjazne lub zapadły kąt. Znany jest stary żart wiejski dzieci, na który nabierano niezbyt zorientowanych w przyrodzie mieszczuchów. Osobę pytano najczęściej, czy wie, „gdzie diabeł ma młode”, a gdy okazała zainteresowanie, to prowadzono ją i wpychano w miejsce gęsto porośnięte pokrzywami lub roślinami czepnymi i kłującymi. Gdy silnie poparzona i podrapana ofiara żartu szybko uciekała, wołano za nią: „teraz wiesz, jak wygląda piekło”, „byłeś w piekle i wiesz, gdzie diabeł ma młode” itp. Bardzo możliwe, że w ten sposób doszło do skojarzenia imienia Bartek z „piekłem” zamieszkiwanym przez rodzinę Kowalewiczów.

Rodzice Jana Kowalewicza, jego brat, jedna siostra i siostra matki zmarli dość wcześnie, tak, że pozostał on tylko z siostrą Ludwiką, która mieszkając w chacie po rodzicach, pomagała mu w gospodarstwie domowym. Wkrótce po jej śmieci dom uległ całkowitej ruinie. Również chatka Jana groziła zawaleniem. Z tego powodu w ostatnich latach życia nocował w stodole, śpiąc na grubej warstwie zgromadzonego tam siana. Tam też zmarł w 87 roku życia, w dniu 21 maja 1945 roku o godzinie 5.30.
Jana Kowalewicza nazywać będziemy dalej „Bartkiem z piekła”, gdyż pod tym przezwiskiem znany był i szanowany nie tylko we własnym regionie. Jego prawdziwe nazwisko znali tylko nieliczni. Był postacią niezwykle barwną, interesującą i piękną. Dzięki swej pracowitości i rzetelności oraz uporowi, a także umiłowaniu rodzinnej i ojczystej ziemi, urósł do rangi bohatera- samotnika. Jako człowiek prosty, w pełni poprawnie posługiwał się językiem polskim i to zarówno w mowie, jak i w piśmie. Nie zdarzały mu się żadne błędy i miał ładny charakter pisma. Równie dobrze posługiwał się językiem niemieckim, częściowo francuskim i znał wiele słów angielskich i łacińskich. Był wielkim polski patriotą, obdarzonym mądrością życiową i zdolnością realnej oceny różnych sytuacji oraz przewidywania zdarzeń. Znał różne tajniki uprawy roślin, obce mieszkańcom okolicznych wsi. Żył niezwykle skromnie, okresowo odczuwał biedę. W młodości i wieku dojrzałym, gdy najmowano go do różnych prac, ubierał się skromnie, ale starannie. Dopiero, gdy z wiekiem tracił siły i możliwości zarobkowania, a na dodatek dotknęły go represje Niemców w okresie II wojny światowej, chodził w ubraniach wielokrotnie łatanych i reperowanych we własnym zakresie. Nigdy jednak nikogo nie prosił o wsparcie. Choć po zmarłych siostrach zostały w domu dwa łóżka, nigdy nie spał w łóżku. W nocy, na swoim sianie, przykrywał się starym płaszczem, a gdy z powodu zimna nie mógł zasnąć, to wstawał i pracował fizycznie „o księżycu” tak długo, aż się rozgrzał. Wówczas wracał do stodoły i zasypiał. Zachowane do dzisiaj fotografie Bartka z piekła pochodzą z okresu starczego, gdzie już stale odczuwał biedę.

Bartek z piekła żył z plonów uzyskiwanych z uprawy własnej ziemi, z płodów otaczającej go przyrody oraz z wynajmowania się do pracy. Własnej ziemi, odziedziczonej po rodzicach, miał niespełna 2 morgi (1 morga= ok.56 arów = 5600m2). Były to na dodatek najgorsze gleby piaszczyste. Później wydzierżawił od gminy dalsze dwie morgi, w połowie piaszczyste i w połowie zabagnione. Wreszcie, za zarobione u gospodarzy pieniądze, dokupił cztery morgi równie piaszczystej i bagiennej ziemi. Wiele czasu poświęcał na uszlachetnienie tych gleb. Powierzchnie zabagnione nawoził piaskiem, aby je osuszyć. Kopał też rowy odwadniające. W ten sposób nieurodzajne ziemie zamieniał stopniowo w łąki. Raz zdarzyło mu się, że pod ciężarem pisku kożuch roślinności bagiennej zapadł się i powstało niewielkie jezioro. Natychmiast wykorzystał je do „nasadzenia” ryb, a brzegi obsadził wikliną. Część ryb i wyplatane przez siebie kosze sprzedawał, a trawy i siano uzyskane z łąki wykorzystał jako paszę dla krów. W ten sposób nawet tak się dorobił, że dysponował własną łódką i miał trzy krowy. Wyrabiany przez niego ser był smaczny, dobrej jakości i miał markę najlepszego.


W najbliższej okolicy uchodził za specjalistę od drzew, które przy drogach i sadach sadził gospodarzom. Kopał dół średnicy około 1,5m i na dnie umieszczał warstwę lepszej gleby zebranej z powierzchni. Taki sposób sadzenia nie był wówczas znany i stosowany. Gdy z okazji świąt lub uroczystości, na które go zapraszano, odwiedzał znajomych, przynosił prezenty, którymi zadziwił ludzi. Na Wszystkich Świętych przyniósł świeżutkie śliwki wiszące na gałązkach, a na Boże Narodzenie pojawił się z gałązkami winorośli, na których znajdowały się jakby dopiero dojrzałe winogrona. W obu przypadkach wyhodowane przez siebie owoce przechowywał sobie tylko znanymi sposobami w tzw. sklepie, czyli w wykopanej z ziemi piwniczce.

W okresie zimowym, o ile szedł pracować do innych ludzi, wstawał ok. godziny 8.30. Bez mycia i bez śniadania szedł zaraz przewozić lub przenosić ziemię na swoim terenie, co nazywał „regulowaniem”. Prace te wykonywał od godziny 11.00 lub 11.30. Wówczas dopiero mył się i robił sobie śniadanie, aby następnie od godziny 16.00 dalej regulować okoliczne pagórki. Po 16.00 jadł obiad. Początkowo obiady przyrządzała mu siostra, a po jej śmierci gotował je sam. Gdy był już w podeszłym wieku, głównie posiłki dostarczał mu gospodarz z Miastka- pan Jan Mały. Gospodarz ten nie był z Bartkiem spokrewniony, ale już ich ojców łączyły więzi przyjaźni, które przeniosły się na synów. W pracy Bartek był niezwykle akuratny i rzetelny. Wynajmując się do pracy, nigdy nie szedł na cały dzień, aby zostawić sobie czas na prace we własnym gospodarstwie. U ludzi pracował na godziny, biorąc za godzinę 15 fenigów (przed rokiem 1880) i nie licząc nic za przebytą drogę. Po kolacji czytał gazety. W swoim życiu prenumerował różne czasopisma, ale zawsze wyłącznie polskie. Osoby znające Bartka krótko po zakończeniu II wojny światowej pamiętały i informowały, że prenumerował „Przewodnik Katolicki” od momentu jego ukazania się (1895r.). Widziały też u niego „Głos Leszczyński” oraz znany dziennik „Wielkopolanin”. Po przeczytaniu gazet, w założonej przez siebie księdze, robił notatki. Wszystko to razem trwało nierzadko do godziny 1.00. Sam o sobie mówił, że żyje po amerykańsku, gdyż tam ludzie nie robią sobie rano śniadania, a dopiero później i dzięki temu długo żyją. Udając się na nocny spoczynek, przywiązywał sobie do nogi sznurek, którego drugi koniec zaczepiał o zasuwkę wrót stodoły, aby niespodziewany gość nie mógł zaskoczyć go we śnie. Butów nie miał. Nosił drewniane chodaki, a w czasie chłodów i mrozów obwiązywał nogi króliczymi skórkami. Na głowę zakładał starą czapkę po jakimś leśniczym, a gdy urwał mu się u czapki rydelek (daszek), przyciskał czapką kawałek gazety, chroniąc w ten sposób oczy przed ostrymi promieniami słońca. Raz do roku prosił Jana Małego o strzyżenie włosów i brody. Żartował wówczas: „musielibyście mi raz przyjść i tę łąkę zesiec”.
Do najbardziej interesujących dzieł Bartka z piekła należą wspomniane wyżej notatki w specjalnej księdze. Stała się ona swoistą kroniką lub pamiętnikiem z jego życia. Kiedy rozpoczął jej pisanie dokładnie nie wiadomo. Zachowały się zapiski od lipca 1877 roku do sierpnia 1922 roku. Oznacza to, że pierwsze z tych notatek zostały wykonane, gdy miał niespełna 19 lat. Księga z zapiskami ma rozmiar 21x32,5 cm. Prowadzona była w ten sposób, że na każdy miesiąc przeznaczono jedną stronę. U góry strony podana była nazwa miesiąca i rok. Po lewej stronie, w kolumnie pionowej wypisano kolejne daty i pierwsze litery dni tygodnia. Poszczególne krótkie wpisy dotyczyły najczęściej prac wykonanych przez autora, przed południem i po południu lub też innych zdarzeń. W prawej części stron wpisywane były różne dodatkowe uwagi. Dotyczyły one kwot uzyskanych za wykonane prace, niektórych wydatków na ubranie lub potrzebne narzędzia, pogody itp. Na przykład w dniu 2 lipca 1877 roku Bartek zapisał, że był we Wieleniu Zaobrzańskim (odpust w znanym sanktuarium maryjnym) i że padał wielki deszcz. Na końcu października 1878 roku widnieje zapis: „Poszedłem do wojska” i brak dalszych zapisów aż do listopada 1880r. Pod datą 20 lutego 1914 roku zanotował: „X. Acybiskup Edward Liskowski zmarł”. O różnym charakterze tych zapisków świadczą następujące przykłady: „ w Miastku rada ludowa” (2.XII.1918), „I Sejm Dzielnicowy w Poznaniu” (3.XII.1918), „Strzelanina w powiecie Wschowa” (8.I.1919), „Apel w Włoszakowicach, bombardowanie Włoszakowic” (10.I.1919), „Żołnierze złapali przemytnika w Pap”, (Papierni) (2.V.1919), „pierwszy raz wybory do Sejmu Polskiego” (1.VI.1919), „Frania z Westfali przyjechała” (28.IV.1920), „Leipner poszedł z papierni” (10.XII.1920), „zegar 24 godz. na pocztach” (2.VII.1921), „Kardynał Ralti obrany Papieżem pod imieniem Pius XI” (6.I.1922), „trąba powietrzna obaliła stodołę” (29.VI.1922). Zapiski Bartka świadczą o jego różnorodnych zainteresowaniach. Jednocześnie wskazują, że prowadził je dla własnej pamięci, gdyż brak w nich bliższych wyjaśnień lub krótkich komentarzy. Przecież przypadkowy czytelnik nie będzie wiedział, jaka to „Frania wróciła z Westfali”. Wzmianka o zainstalowaniu na pocztach zegarów dwudziestoczterogodzinnych świadczy, że Bartek wychwytywał informacje o zmianach zachodzących w kraju. Dużą wagę przywiązywał do zdarzeń politycznych, zwłaszcza tych, które wiązały się z odzyskaniem niepodległości przez Polskę. Zapis, że „Leipner poszedł z Papierni”, choć krótki i lapidarny, wyraża radość i satysfakcję, że z leśniczówki musiał odejść niemiecki leśniczy. Bo Bartek z piekła nigdy nie lubił Niemców, jako zaborców. Miał zresztą do nich inne osobiste żale. Miejscowy listonosz, będący Niemcem o polskim nazwisku (Wojciechowski) i źle ustosunkowany do Polaków, domagał się, aby w kościele w Brennie ewangelia była czytana po niemiecku. Nie mógł mu tego Bartek wybaczyć i za karę zaprenumerował polskie dzienniki, które ten zatwardziały Niemiec musiał codziennie dostarczać do odległego od poczty piekła, niezależnie od pory roku i pogody. Na początku II wojny światowej Niemcy próbowali przesiedlić Bartka do Miastka. Wówczas prosił usilnie, aby go pozostawić w miejscu, gdzie się urodził. Niespodziewanie ujął się za nim Niemiec, nadleśniczy (Oberfoerster) z Włoszakowic, który często organizował polowania, a Bartek- dobrze znający okoliczne lasy- był cenionym przez niego uczestnikiem nagonki. Zresztą znał go również z okresu, gdy Bartek roznosił robotnikom leśnym zapłatę za wykonane prace i bardzo uczciwie się wywiązywał z tej funkcji. Dokuczał mu natomiast inny Niemiec- rybak z Dominic- który przez dwa lata zabierał Bartkowi wyhodowane przez niego owoce. Nasłał też na Bartka niemiecką policję, która orzekła, że chlew jest zbyt niski i nakazała dwie krowy, będące krótko przed ocieleniem, wyprowadzić i trzymać na dworze. W rezultacie po ulewnych deszczach krowy się rozchorowały i oddano je na ubój, a Bartek został pozbawiony mleka i mlecznych przetworów. Z tych i wielu innych względów Bartek z piekła lubił złośliwie dowcipkować na temat Niemców lub wystawiał ich na swoiste próby. Zawsze jednak robił to na tyle taktownie, że jedynie czuli się zawstydzeni, a nie obrażeni. Kiedy po raz kolejny zawitała do niego niemiecka policja udając wielkie zdziwienie, zapytał, dlaczego pracują w dniu, w którym mają swoje święto. Gdy zmieszani nie wiedzieli, o jakie święto chodzi, powiedział im: „Heute ist Sedanfest”, nawiązując do rocznicy zwycięstwa Niemiec nad Francuzami i wzięcia do niewoli Napoleona III w roku 1870. Kiedy zaś robili uwagi na temat kiepskich warunków, w jakich żyje, odpowiadał, że żyje tu lepiej niż berlińczycy, gdyż on nie potrzebuje jeździć do Berlina, podczas gdy wielu mieszkańców Berlina odwiedza go w jego piekle. I rzeczywiście, wśród wielu odwiedzających go osób byli także mieszkańcy Berlina, którzy u niego czuli się bezpieczniej niż w bombardowanym przez aliantów mieście. W roku 1940, a więc w drugim roku wojny zapewniał odwiedzających go przyjaciół, że Niemcy tę wojnę przegrają i każdy Niemiec „będzie na swoim miejscu, a więc tam, gdzie prześladował Polaków, sądzony”.

Bartek z piekła jako dziecko chodził do szkoły w Górsku za czasów nauczyciela Bartscha, u którego pobierał także lekcje prywatne, gdyż bardzo chciał być nauczycielem. Jednak z powodu biedy nie mógł się dalej kształcić. Służbę wojskową odbywał w oddziałach piechoty w Śremie. Zarówno przed pójściem do wojska, jak i po powrocie zajmował się w większości swoim gospodarstwem. Stąd w jego zapiskach przeważają, często powtarzające się przez wiele kolejnych dni, informacje o wykonywanych pracach. W niedziele chodził do kościoła w Brennie, do Włoszakowic, do Wielenia lub do Przemętu, a czasem do Lginia. Uczestniczył też w pogrzebach oraz w uroczystościach, na które go zapraszano.
Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, doceniając wkład prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej- W.T. Wilsona- Bartek z piekła postanowił go uczcić, sypiąc mu pamiątkowy kopiec. Postanowienia swego dotrzymał. Wykorzystał w tym celu naturalne, niewielkie wzniesienie w pobliżu domu i własnymi rękoma, przy użyciu prostych narzędzi, usypał znacznej wysokości kopiec. Prace te trwały około 20 lat. Zaczął je, będąc mężczyzną w pełni sił, a kończył jako starzec. Wykazał się przy tym szczególnym uporem. Na początku przemieszczał ziemię za pomocą taczki. Po paru latach taczka się zepsuła i nie nadawała się do dalszego użytku. Wówczas nosił ziemię w dwóch wymborkach (wiadrach) zawieszonych na szujndach (nosidła). Jednak i wiadra uległy z czasem zniszczeniu. Zastąpił je więc uplecionymi przez siebie koszykami, które podobnie jak wiadra zawieszał na szujndach. W końcu i kosze rozpadły się. Będąc już mniej sprawny, nadal z uporem przemieszczał ziemię, nabierając ją na szypę (szufla) i ciągnąc ją za sobą jak sanki. Usypany kopiec istnieje do dnia dzisiejszego, choć jest porośnięty lasem i nieco złagodzony erozją wodną.
Wspomnieliśmy poprzednio, że do Bartka z piekła przyjeżdżali nawet mieszkańcy Berlina. Sądzić należy, że oryginalna postać naszego Bartka zyskała także popularność u Niemców. Przybywali oni zapewne powodowani zwykłą ciekawością, tym bardziej, że mogli z nim swobodnie rozmawiać po niemiecku. Nas tutaj bardziej interesują Polacy, którzy odwiedzali Bartka wielokrotnie, szanowali go i byli z nim zaprzyjaźnieni. Z informacji uzyskanych tuż po II wojnie światowej (wrzesień 1947r) od ludzi, którzy od wielu lat znali Bartka, wynika, że miał on wielu poważnych i szanowanych przyjaciół. Niestety, nie wszystkich znamy z nazwiska. Do jego niewątpliwych przyjaciół należał ówczesny ks. dziekan ze Zbarzewa (położonego ok. 10 km od bartkowego piekła), którego Bartek od czasu do czasu odwiedzał i który także odwiedzał Bartka. Ks. dziekan zbarzewski przybył też do Bartka z wiatykiem i z ostatnim namaszczeniem, tydzień przed jego śmiercią. Regularnie dwa razy do roku odwiedzał go przed II wojną światową dziedzic Bojanowski z Niechłodu. Tuż po zakończeniu wojny u Bartka ukrywał się, przed wojskami radzieckimi, syn Bojanowskiego, który później był podobno nauczycielem języka angielskiego w gimnazjum leszczyńskim. Przed rokiem 1929 bywał u Bartka jakiś nieznany z nazwiska artysta malarz z Poznania, który namalował jego chatę przy zachodzie słońca i obraz ten był podobno eksponowany na Powszechnej Wystawie Krajowej w Poznaniu w roku 1929. Według informacji uzyskanej w roku 1948 od Stefana Skorupińskiego- pracownika zarządu gminnego wsi Wijewo- samego Bartka miał malować artysta malarz Dobrowicki, również z Poznania. W tym czasie uzyskano tez informacje, że malowali go także Grabscy (brak bliższych danych) z Wielenia Zaobrzańskiego. Nie udało się jednak tej informacji potwierdzić.

 

 

Po ostatniej wizycie ks. dziekana ze Zbarzewa, a cztery dni przed śmiercią, Bartek z piekła wydał dyspozycje i życzenia dotyczące jego własnego pogrzebu. Powiedział, w co go ubrać i miał w tym celu przygotowaną koszulę oraz inne części ubrania. W specjalnej szafce przechowywał 0,5 l zwykłej wódki i drugie 0,5 l starej, 45- letniej wódki o nazwie Breslauer Schnaps, kistkę (skrzyneczkę) z 22 starymi cygarami oraz jedną butelkę wina z winogron. Jego ostatnim życzeniem było, aby uroczystości pogrzebowe prowadził ks. dziekan ze Zbarzewa. Tak też stało się i Bartek został pochowany na cmentarzu w Brennie. Jego mogiła już dawno zapadła się. Kilka lat temu na tym samym miejscu pochowano inną zmarłą osobę.
Życie Bartka z piekła owiane jest legendą. Być może kryje w sobie jakąś tajemnicę, której zapewne nie uda się już wyjaśnić. Pamięć o nim stopniowo zanika. Wspominają go jeszcze ludzie najstarsi. Młodsze pokolenia na ogół nie wiedzą o Bartku już nic. Inaczej ma się natomiast sprawa z samym miejscem zamieszkania Bartka. Do dziś leśnicy i robotnicy leśni, a także znaczna część miejscowej ludności miejsce to nadal nazywa „piekłem”, „bartkowym piekłem” lub też orientują się w terenie określeniem, że byli „koło Bartka”. Okolice są tutaj malownicze, zróżnicowane morfologicznie, z licznymi jeziorami, ciekami wodnymi i łąkami. Lasy otaczające „bartkowe piekło” bogate są w owoce runa leśnego i grzyby. Dlatego wśród miejscowej ludności często usłyszeć można: „byłem na grzybach (lub jagodach) u Bartka (lub koło Bartka)”, „najwięcej zielonków (gatunek grzyba) można znaleźć koło bartkowej góry” itp., choć większość z tych ludzi nie bardzo już wie, kto to był ten Bartek.
Historia Bartka i jego piekła jest niewątpliwie interesującym i turystycznie atrakcyjnym elementem Przemęckiego Parku Krajobrazowego. Warto więc przypominać tę oryginalną postać i informacje o nim udostępnić wszystkim zwiedzającym te tereny.
Kazimierz Stępczak, Kazimierz Wolniczak

1 Opracowanie niniejsze oparte jest w większości na materiałach zgromadzonych w okresie powojennym przez Józefa Stępczaka- nauczyciela szkoły w Zaborówcu w latach 1929-1949 z przerwą wojenną. Materiały te uporządkował i opracował syn- Kazimierz Stępczak- dawny mieszkaniec Wschowy, obecnie prof.dr.hab. na Wydziale Biologii UAM w Poznaniu. Zostały one następnie częściowo uzupełnione i uściślone przez Kazimierza Wolniczaka- emerytowanego nauczyciela i znanego regionalistę z Brenna.

Redakcja gazety „Słowo Ziemi Wschowskiej” dziękuje wydawnictwu „Przegląd Wielkopolski” oraz autorom za wyrażenie zgody na dokonanie przedruku wspomnień pt. „Bartek z piekła”, który ukazał się w Nr 2 (68)2005 Przeglądu Wielkopolskiego

 


Zespół e-boszkowo.pl serdecznie dziekuje Panu Zygmuntowi Frackowiakowi wydawcy Przeglądu Wielkopolskiego za zgode na publikacje  materiału prasowego "Bartek z Piekła" autorstwa Pana Kazimierza Wolniczaka który ukazał się  w nr 2 (68) 2005 Przeglądu Wielkopolskiego

Dziękujemy również Panu Stanisławowi Słopień wydawcy Słowa Ziemi Wschowskiej za zgode na przedruk i publikacji. Oryginał artykułu znajdduje się pod adresem http://slowo.zw.pl/index.php?Symbol=251_05&Art=9&Browse=1

 

Zdjęcie umieszczone w naszym artykule pochodzą ze ston Słowa Ziemi Wschowskiej i zbiorów rodziny Szymkowiaków.

Prosimy nie kopiować zaprezentowanych tu treści bez zgody i wiedzy autorów.


Zobacz inne artykuły dotyczące postaci "Bartka z Piekła"

 


  • Zespół e-boszkowo.pl informuje, że wypowiedzi, które nie odnoszą się do tematu artykułu, naruszają normy prawne i obyczajowe będą usuwane.
  • Twoje IP to: 54.80.208.105 Pamiętaj, nie jesteś anonimowy.
Dodaj komentarz
Imię:
Treść:

 
CAPTCHA Image
Przeładuj obrazek, jeśli jest nieczytelny
Kod:
Komentarze:
Michał Dodano: 11-01-2010 IP: Świetny tekst. Bardzo ciekawa historia.
Matek Dodano: 12-01-2010 IP: Jestem tego samego zdania, bardzo ciekawa postać.
onetka0 Dodano: 11-10-2010 IP: Tylko spróbujcie pójść śladem Bartka...masakra, niby dlaczego? brak informacji gdzie jest papiernia, jak się trafi po zjeździe z drogi do leśniczówki po informacje to zastanie się połamaną tablicę z informację,że tu jest leśniczówka, potem po skierowaniu przez uprzejmego pana do innego zjazdu z drogi do Zaborówca trafi się do drugiej papierni gdzie jest tylko rozwidlenie dróg i informacja o obozie ZHP z Legnicy i nic ...żadnej informacji, nawet kartki ksero , nic czarna dziura, a to piękny rejon z jeziorem i to niejednym np Zapowiednik i przejazd przez piękne Miastko do Boszkowa...człowiek się dogada, ale cudzoziemiec...nie trafi przejedzie i dutków nie zostawi
Matek Dodano: 11-10-2010 IP: Niestety ale słowa onetki to święta prawda :/
weronika Dodano: 14-03-2012 IP: 213.238.101.145 gdzie znajduje się ta górka dokładniej?
Matek Dodano: 14-03-2012 IP: 217.153.146.202 Przy jeziorze Maszynek - jadąc drogą z Włoszakowic do Zaborówca skręcamy w prawo na papiernie (leśniczówka) trzymamy się lewej i dojeżdżamy do bramy ośrodka ZHP na przeciw niej w prawo jest droga która prowadzi lasem prosto do kopca. Postaram się w najbliższym czasie opracować mapę. W tym roku uruchomiony zostanie także szlak turystyczny na kopiec z Boszkowa. Aktualnie trwają prace i uzgodnienia.
EWA Dodano: 04-02-2016 IP: 88.156.138.123 Witam-Jestem Ewa Kowalewicz-Wozniak-Interesuje mnie Jan kowalewicz-imiona jego rodziców,zrobiłam drzewo genealogiczne Kowalewiczów i nie wiem gdzie dopisać Jana.Bardzo prosze o odpis
Matek Dodano: 27-10-2016 IP: 91.240.44.90 Panie EWO proszę o kontakt e mailowy bo na podstawie komentarza nie mam jak do pani się odezwać - proszę użyć formularza na stronie lub napisać na adres matek@e-boszkowo.pl


Dane ze stacji meteo.
Temp. powietrza: 20.4°C
Temp. wody: 23.3°C
Wiatr: 0.0[m/s]
Kierunek wiatru: ---

Ostatni odczyt:
18.08.2018 10:24

Dane ze stacji meteo, GOSiR Włoszakowice, umiejscowionej na terenie Ośrodka Żeglarskiego przy ul. Turystycznej 7 w Boszkowie - Letnisku.

współpraca

slotex.pl - najlepszy hosting

Copyright © 2011 by e-boszkowo.pl