Strona główna: e-boszkowo

zaloguj | załóż konto
napisane przez Michał Klawinski
Data dodania: 29-10-2014 20:45
Data modyfikacji: 28-04-2015 21:11

Drodzy Miłośnicy Boszkowa.

Czy zastanawialiście się kiedyś od jak dawna ludzie wypoczywają nad Jeziorem Dominickim?

Kto odkrył i wypromował to wspaniałe miejsce?

Dlaczego z Boszkowa-Letniska tak daleko do właściwego Boszkowa (wsi)?

Skąd wzięła się Karczemka, Syrena, Pudełkowo?

Ja szukałem odpowiedzi na te i mnóstwo podobnych pytań dotyczących Boszkowa pracując nad ścieżką dydaktyczną „Śladami Bartka z Piekła"

Moja małe śledztwo doprowadziło mnie do redakcji włoszakowickiego czasopisma „Nasze Jutro". Tam, w archiwalnych numerach gazety odnalazłem bardzo ciekawe teksty autorstwa Edmunda Lepki, regionalisty, znawcy tych ziem i autora licznych opracowań dotyczących regionu.

Wśród licznych tekstów „okołoboszkowskich" natrafiłem na perełkę, swoistą monografię Letniska nad jeziorem Dominickim. Tekst ukazał się w 1993 roku i wymagał przepisania na potrzeby publikacji internetowej (dzięki Aniu!).

Jestem przekonany, że poniższy tekst zainteresuje wszystkich miłośników historii Boszkowa i regionu, a może da początek większemu opracowaniu...

Miłej lektury.

Michał Klawinski


OD KARCZEMKI DO BOSZKOWA (Nasze Jutro nr 38, 1993r.)


     Co roku tysiące ludzi przewija się przez szeroko znane i wciąż rozbudowujące się Boszkowo, lecz mało kto, nawet z mieszkańców okolicznych wsi wie, jakie były jego początki. Niewielu już żyje współuczestników czy świadków przeobrażeń maleńkiej, zagubionej wśród piachów, lasów i jezior osady w największy ośrodek wypoczynkowy w województwie.

Odwieczny szlak komunikacyjny zwany do dziś traktem przemęckim między Boszkowem a Ujazdowem przechodził przez przesmyk rozdzielający obecnie dużo mniejsze J. Dominickie i Boszkowskie W. Trudno ustalić, kiedy powstał w tym miejscu mały zajazd tzw. „Karczemka", samotna osada przy trakcie.

Uwłaszczenie chłopów połączone z regulacją gruntów spowodowało, że w połowie XIXw. obok zajazdu powstały dwa gospodarstwa chłopskie, a nieco dalej, w północno-wschodniej części J. Dominickiego tzw. „Bambry" i zabudowania Skrzypkowiaka, bo regułą było wydzielanie chłopom na skrajach kompleksów areałów gruntów majątkowych. Dla ówczesnego właściciela dóbr Machcina, Dłużyny i Boszkowa była to korzystna transakcja, ponieważ przyznane chłopom grunty stanowiły mało urodzajne piaski.

W latach 80-tych XIX w. przy zbudowanej linii kolejowej Leszno-Zbąszyń zbudowano w Karczemce posterunek dróżniczy z domem mieszkalnym i zapleczem w typowym dla tych obiektów stylu.

Trakt przemęcki po przeprowadzeniu linii kolejowej tracił coraz bardziej na znaczeniu, jednak do czasu zakończenia I wojny światowej ze względu na ciążenie okolicy do Wschowy jako miasta powiatowego, odgrywał jeszcze dość poważną rolę.

Odrodzenie państwa polskiego i ostateczne ustalenie linii granicznej na tutejszym terenie przez Komisję Koalicyjną, która zaakceptowała uporczywe starania mieszkańców gminy Wijewo raz posła Bronsforda i starosty Sobieskiego przyłączając do Polski Brenno, Wijewo, Potrzebowo, Niechłód i Zbarzewo w zamian za Dębową Łękę spowodowało odcięcie Wschowy, a tym samym całkowitą utratę znaczenia traktu. Granica państwa przebiegała za płotem Leśniczówki Mścigniew. Karczemka znalazła się na granicy trzech powiatów: leszczyńskiego, wolsztyńskiego i śmigielskiego, jako zapadła, zapomniana osada. Właścicielami gospodarstw byli: Węcławik, Radzieja i Wencel, a dróżnikiem kolejowym  A. Drymel.

Pierwszym, który odkrył urok i walory turystyczno-wypoczynkowe Karczemki był  urzędujący we Włoszakowicach lekarz, dr Bystrzyński. Potrafił zmobilizować grupę ludzi, m.in. z Grotnik J. Misia i H. Hofmanna, gotowych zainwestować w budowę ośrodka rekreacyjnego.

Na początku lat 20-tych wydzierżawiono od rolnika Wencla około 1 hektara piaszczystego brzegu i w szybkim tempie wybudowano drewnianą salę restauracyjną z zapleczem, 2 rozbieralnie, taras ze schodami na skarpie oraz pomost z wypożyczalnią łódek  i rowerów wodnych. Przy restauracji postawiono drewniany „grzybek" kryty strzechą dla orkiestry, a obok położono podłogę do tańca.

Po lewej stronie plaży w stronę kanału zbudowano 2 drewniane, kryte strzechą domki letniskowe. Pan J. Miś z Grotnik, ówczesny właściciel całego południowo-wschodniego pobrzeża jeziora(do lasu państwowego) wybudował trzy murowane z wapiennej cegły domki z przeznaczeniem na wynajem w okresie sezonu. Właśnie od tych parterowych, w kształcie pudeł domków powstała powszechnie przyjęta już przed wojną nazwa „Pudełkowo". Zaciągnięte na budowę kredyty i narastający kryzys zmusiły J. Misia nie tylko do sprzedaży domków, ale prawie całego terenu, jeszcze w okresie międzywojennym.

W latach 30-tych P. Kornicki z Leszna wykupił od P. Janickiego z Ujazdowa około 0.5 ha łąki za kanałem w stronę Pudełkowa i w szybkim tempie wybudował ładny pensjonacik z restauracją, początkowo nazwany „Kotwicą", później „Rusałką". Był on poważnym konkurentem „Syreny". W niewielkim odstępie czasu powstały 2 budynki, w których w sezonie letnim można było wynająć pokoje. Były to: „Biały domek" P. Szymkowiaka przy przystanku kolejowym oraz dom P. Nowaczyka na Pudełkowie.

Wzrastający co roku popyt na wynajem kwater w okresie wakacyjnym spowodował, że w Ujazdowie,  Grotnikach, Dominicach i Boszkowie mieszkańcy odstępowali letnikom wszystkie możliwe pomieszczenia w okresie od czerwca do września.

Na szczególne podkreślenie zasługuje to, że popularność Karczemki wzrastała pomimo trudności dojazdu. Najbliższymi stacjami kolejowymi były Włoszakowice i Błotnica. Dopiero dzięki staraniom m.in. dr Bystrzyńskiego,  Hofmanna i Andrzejewskiego, który w 1929 r. kupił od Wencla cały wschodni pas nabrzeża, dyrekcja PKP utworzyła, początkowo sezonowy, przystanek Grotniki, a w latach 30-tych już stały, z obecną nazwą-Boszkowo. Nowa nazwa zdominowała starą i dziś Karczemkę znają tylko najstarsi mieszkańcy okolicy.

Również dojazd drogami był ogromnie utrudniony. Od Włoszakowic szosą i brukiem przez Grotniki do wiaduktu a potem polną drogą, którą mieszkańcy Grotnik i Ujazdowa ciągłymi  szarwarkami utrzymywali w przejezdnym stanie.

 

 

 

 

 

W całym okresie międzywojennym oprócz letników i przyjeżdżających szczególnie w niedziele, jednodniowych wczasowiczów, liczne były w Boszkowie obozy. Najwięcej było harcerskich, choć nie brakowało innych organizatorów, jak np. „Strzelec", „Korpus Kadetów" z Rawicza i inne. Tradycyjne ogniska przyciągały nie tylko wczasowiczów, ale w większym jeszcze stopniu mieszkańców okolicznych wsi. Młodzież obozu gimnazjum z Rydzyny zwodowała pierwszą na J. Dominickim żaglówkę-Nadzieję.

W dominickiej szkole organizowano kolonie dla dzieci z Leszna.

Żaglówka „Nadzieja" zapoczątkowała rozwój sportów wodnych, którym patronowała Liga Morska i Kolonialna. Nad brzegiem kanału wybudowano prowizoryczną przystań oraz zbudowano szopo-barak na przechowywanie po sezonie żaglówek i kajaków. Pamięć nie zachowała nazwisk wszystkich ówczesnych wodniaków, z których większość już nie żyje. Byli wśród nich bracia Sternalowie, Kantecki, Kornicki, Buliński, Dzikowski, Jankowski, Andrzejewski, Szwedek, Biniak itd. Najbardziej znanymi byli jednak: kapitan Motyka, późniejszy pułkownik II Korpusu, uczestnik walk o Monte Cassino oraz Sobkowiak, budowniczy i właściciel pierwszego jachtu „Samotnik z Kaptura".

Warto również przypomnieć niektórych ludzi, którzy w sezonie byli stałymi, względnie bardzo częstymi gośćmi Boszkowa, nadając swym sposobem bycia jakąś specyficzną atmosferę, ujawniającą się szczególnie we wspomnieniach tych lat i tygodni poprzedzających II wojnę światową. Byli nimi lekarze: Bystrzyński, Lewandowski, Nowak, państwo Bettingowie, Szrejbowscy,  Kuczkowscy, Weigtowie, Kapelmistrz 17 P. U. Dzidek, Perek, Nowaccy, Zielnik i dojeżdżający motocyklem „oryginał" Matyklasiński. Z Łodzi byli pp. Opielińscy, z Gostynia-Janowscy i z Rawicza Czerniawscy oraz Wieliczko. W ostatnich przedwojennych latach częstymi gośćmi byli m.in. pp. Kaminiarzowie, Nitsche i A. osiecki. Specyficzną kastę bywalców stanowili ziemianie, którzy sporadycznie, powózkami lub konno przyjeżdżali, zwykle na popołudnie lub wieczór. Najczęściej przybywało towarzystwo z Bucza, z hrabiną A. Małachowską na czele, Bojnowscy z Niechłodu, Kuczyńscy ze Zbarzewa. Co roku w czerwcu, przed zakończeniem zajęć szkolnych, przybywały do Boszkowa pod opieką nauczycieli jednodniowe wycieczki dzieci i młodzieży, od strony Leszna i Wolsztyna pociągami, a z innych okolic przeważnie drabiniastymi wozami.

Specyficzną kategorię bywalców Boszkowa w latach 30-tych stanowiły koleżeńskie grupki młodzieży, przeważnie gimnazjalnej, biwakujące w namiotach własnej konstrukcji, albo nocujące w pomieszczeniach L. M. i K. lub stodole p. Andrzejewskiego.

Dysponując wykonanymi własnoręcznie, kosztem wielu wyrzeczeń, kajakami i żaglówkami, bobrowali całe wakacje po okolicznych akwenach. Nie było dla nich niemożliwych przepływów od Zapowiednika, od Trzebidzy, od Boszkowa po Wieleń. Gzie nie można było przepłynąć, tam przeciągali lub przenosili kajaki. Oni byli pionierami szlaku pojezierza  przez: Boszkowskie W.-Boszkowskie M.-Ptaka-Przemęckie-Błotnickie-Olejnickie-Trzytoniowe-Breneńskie-Białe-Lincjusz-Brzeźnie-Maszynek-Krzywce-Domnickie. Oni też płynęli także kanałem południowym i mosińskim do Warty. Najdalsza, jak pamiętam, zaplanowana Wartą wyprawa z Boszkowa do Międzychodu zakończyła się w Obornikach wskutek zniszczenia kajaków.

Te wyprawy i spływy połączone z noclegami na Wyspie Konwaliowej, Ostrowie i wielu innych bezludnych brzegach, spotkania z „Bartkiem z Piekła" nad Maszynkiem, pozostały w pamięci uczestników jako najpiękniejsze przygody i wydarzenia całego życia. Patrząc dzisiaj za zabudowane pobrzeża jezior, przecinające okolicę asfaltowe szosy, po prostu trudno sobie wyobrazić, że były to tak bezludne i dziewicze tereny. To, czego dokonano, w ciągu ponad półwiecza, jest godne podziwu, lecz żal tego piękna, które bezpowrotnie zginęło, pozostając w pamięci tych nielicznych dotąd żyjących.

W okresie okupacji w całym Warthegaus Polacy nie mieli wstępu do żadnych ośrodków kultury czy rekreacji. Wszędzie tam widniały skutecznie blokujące dostępu napisy: „Polen, Hunden und Juden eintritt verboten". Podobny napis wzbraniał wstępu Polakom na plażę w Boszkowie.

Raz tylko w letnią niedzielę 1940 r. udało mi się rowerem pojechać do rybaka Ihma w Dominicach. Ani on, ani nikt z jego rodziny nie wykazał w stosunku do mnie tak typowej wśród Volksdeutschów nienawiści. Udostępniono mi na kilka godzin oddany na przechowanie w sierpniu 1939 r. kajak i mogłem popływać, odwiedzająć znane zakątki. Zauważyłem, że „Rusałka" przechyliła się jeszcze bardziej, grożąc zawaleniem. Wracając bocznymi drogami do Leszna myślałem, czy poprawny stosunek Ihma do mnie był wyjątkiem, czy obejmował wszystkich Polaków. Po wojnie dowiedziałem się, że nikomu nie szkodził i nie wysiedlono żadnego mieszkańca Dominic. Szkoda, że rodzinie Ihmów nie odpłacono podobną monetą. Dowiedziałem się również, że grożąca zawaleniem „Rusałka" została w 1942 r. rozebrana, a część materiału budowlanego malarz Hoffmann, zamieszkały w domu wysiedlonego p. Nowaczyka na Pudełkowie, zużył przy budowie postawionej obok nieruchomości pracowni. Była to jedyna budowa w Boszkowie w całym okresie wojennym.

Warto nadmienić, że zatrudnieni przy kopaniu fundamentów Polacy z Grotnik odkryli kilka szkieletów, ozdób i naczyń. Malarz Hoffmann sprowadził z Poznania archeologów, którzy po pobieżnym zapoznaniu się z odkryciem, nie podjęli żadnych badań. Było to najprawdopodobniej stanowisko z wczesnego piastowskiego średniowiecza(XI-XII w.). Nie zostało zarejestrowane, ponieważ było zaprzeczeniem tezy o germańskim osadnictwie. Prowadzone obecnie badania archeologiczne w Grotnikach na tzw. Siedlisku przez PSOZ Wydział Archeologiczny w Lesznie potwierdzają zasiedlenie tego terenu w w/wym czasookresie przez ludność słowiańską.

Po wyzwoleniu, w latach 1945-48 panował w Boszkowie prawie całkowity zastój, wynikający ze skutków wojny. Każdego jednak lata zwiększała się liczba jednodniowych, względnie każdego słonecznego dnia dojeżdżających wczasowiczów. Przeważała młodzież ze szkół średnich, lecz coraz więcej przybywało uczniów szkół zawodowych, którzy zaczęli interesować się sportami wodnymi i budową, najpierw kajaków a później żaglówek. Pierwszą żaglówką po wojnie na J. Dominickim był przywieziony z Odry „Bóbr". Następną łodzią żaglową był 25m2 „Krzysztof" p. Sternala. W lecie 1948 r. M. Andrzejewski prowadził pierwsze szkolenie żeglarskie młodzieży 12 drużyny harcerskiej. Początkowo ośrodek sportów wodnych pod zmienioną nieco nazwą Ligi Morskiej znajdował się nadal w szopach przy kanale, dawnej własności Ligi Morskiej i Kolonialnej. Dopiero w latach pięćdziesiątych został przeniesiony na Pudełkowo obecny ośrodek LOK.

W rozwoju tego ośrodka wyróżniło się wielu wodniaków starszego i młodszego pokolenia, dlatego trudno wszystkich wymienić. Należy się jednak uznanie i pamięć p. inż. F. Kollatowi za jego szczególny wkład pracy.

Przez krótki czas działał dostosowany nazwą do istniejących warunków polityczno-społecznych jachtklub Robotniczy, którego inicjatorami byli żeglarze Buliński i Sternal.

Największą jednak rolę w rozwoju żeglarstwa na J. Dominickim wypełnia do dziś powstały przy PTTK ośrodek żeglarski rozwinięty z Jachtklubu „Czapla" na terenie przekazanym przez gromadę Grotniki na cele rekreacyjne dla byłego powiatu leszczyńskiego. W rozbudowie tego ośrodka i propagowaniu żeglarstwa poprzez obozy i kursy brało udział wielu miłośników tego pięknego sportu oraz działaczy społecznych. Największy jednak wkład pracy włożyli: pp. Sikorscy, J. Bartlewicz, Machoy i długoletni kierownik p. Szułczyński.

W rozbudowie znajdującego się obok ośrodka ZNP, a przede wszystkim rozwoju sportu kajakowego przez coroczne obozy i spływy kajakowe dla dzieci i młodzieży szkół leszczyńskich szczególnie znaczącą kartę zapisali nauczyciele pp. Słupski i Zgliński.

Od początku lat 50-tych zaczęła się zabudowa terenów nadjeziornych domkami letniskowymi, zaczynając od Pudełkowa. Zapoczątkował ją p. Flaczyński, przenosząc z Górzna domek drewniany typu fińskiego. Lekarz dentysta Grocholski i felczer Bączkowski na miejscu dzisiejszej „Fali" postawili barakowozy. Domki murowane wybudowali pp. Bettingowie, Trószyńscy, Nowicka, dalej Kuczkowscy, Przybylski i w krótkim czasie, mimo deficytu materiałów budowlanych, wszystkie dostępne działki na Ujazdowie zostały zabudowane. Równocześnie prawie, zaczynając od PZGS, różne zakłady pracy budowały z funduszy socjalnych zakładowe ośrodki wypoczynkowe. Popularność „daczy" systematycznie wzrastała i budownictwo obejmowało coraz to nowe tereny Karczemki, Ujazdowa, Grotnik, „Skrzypkowiaka" i całe „Bambry" od strony jeziora. Niektórzy wojewódzcy promnenci postawili swoje wille na wzniesieniach leśnictwa Olejnica. Obecnie trwa zabudowa w Domonicach i za laskiem między drogami do Starkowa i Bucza.

Ośrodki zakładowe zajęły całą prawą i część lewej strony drogi do Dominic. Ośrodki te zbudowały zakłady i instytucje z województw: leszczyńskiego, wrocławskiego, poznańskiego, kaliskiego i wałbrzyskiego. Kilka ośrodków z największym PKP usytuowano przy drodze do Starkowa. Kuratorium leszczyńskie rozbudowało ośrodek należący uprzednio do ZNP oraz kolonijny w Domnicach. Mniejszy ośrodek tego typu wybudowały PGR Bojanowo Stare i Długie Stare.

Rozwój ruchu turystyczno-wypoczynkowego postulował już od lat 50-tych konieczność zapewnienia zaplecza handlowego a przede wszystkim gastronomicznego. Zadaniem tym obciążona GS we Włoszakowicach. Postawiono kilk kiosków i przystąpiono do budowy dużej restauracji na miejscu drewnianej „Syreny"z lat 20-tych. (Galeria zdjęć z okresu budowy restauracji - przyp. e-boszkowo)

 

 

 

Z inicjatywy prezesa PZGS p. K. Krawca nastąpiła dalsza rozbudowa zaplecza obsługowego, a mianowicie obok „Syreny" hotelu, na Pudełkowie „Fali" a później „Sezamu". Duży wkład pracy włożył również w to przedsięwzięcie prezes GS F. Wojciechowski i przewodniczący GRN R. Wlekły. (Galeria zdjęć z okresu budowy hotelu - przyp. e-boszkowo)

Dalsze polepszenie bazy gastronomicznej nastąpiło po utworzeniu w większych ośrodkach wczasowych, jak PKP, Metalplast, Świdnica, Żary i inne, zapleczy kuchennych, które w sezonie obsługiwały nie tylko własnych wczasowiczów. Obecnie po zmianach polityczno-gospodarczych prywatyzacja zapewnia nadmierną obsługę handlową i gastronomiczną.

Przez cały okres międzywojenny i 20-lecie PRL nie było do Boszkowa żadnego dobrego dojazdu oprócz kolejowego. Cały ruch kołowy przebiegał szosą od Włoszakowic przez Grotniki, drewniany wiadukt nad torem i dalej polną drogą, ciągle naprawianą w ramach szarwarku przez mieszkańców Grotnik i Ujazdowa. O piaszczystych drogach w kierunku Dominic, Przemętu i Bucza trudno mówić jako o drogach. Problem ten zaczęto rozwiązywać od lat 60-tych, zaczynając od asfaltówki prowadzącej z rynku we Włoszakowicach w stosunkowo prostej linii dawną „kościelną drogą" do wiaduktu i dalej do Boszkowa. Wyeksploatowany dotychczasowym ruchem drewniany wiadukt groził zawaleniem i po długich staraniach mieszkańców Grotnik i Ujazdowa, dzięki zaangażowaniu ówczesnego z-cy Prezydium PRN p. Lecha Skrzstuskiego, został zastąpiony betonowym. W następnych latach asfaltowe drogi umożliwiły dojazdy od strony Wolsztyna i Śmigla.

Dziś dogodne dojazdy, dobra stosunkowo baza turystyczna i gastronomiczna przeszło 800 domków letniskowych i około 50 ośrodków wczasowych nie licząc miejsc na polach namiotowych, tysiące wczasowiczów i turystów, a sobotnio-niedzielne natłoki spowodowały, że Boszkowo straciło swój dawny urok i na pewno nikt z przedwojennych bywalców nie potrafiłby teraz w sezonie tutaj wypocząć.

Dawnej ciszy i krasy Karczemki nic już nie wskrzesi-"tempora mutantur...".

 

Zonbacz także

Galerie zdjęć historycznych:

 



  • Zespół e-boszkowo.pl informuje, że wypowiedzi, które nie odnoszą się do tematu artykułu, naruszają normy prawne i obyczajowe będą usuwane.
  • Twoje IP to: 54.145.16.43 Pamiętaj, nie jesteś anonimowy.
Dodaj komentarz
Imię:
Treść:

 
CAPTCHA Image
Przeładuj obrazek, jeśli jest nieczytelny
Kod:
Komentarze:
al Dodano: 03-07-2015 IP: 84.10.78.50 Bardzo ciekawie czyta się takie historie. Tym bardziej ,że część ziem nabytych pod zabudowę Boszkowa ? były od mego pradziadka. Jestem dumna iż moje korzenie rodzinne właśnie z tych rejonów pochodzą. Jako dziecko co roku w sezonie wakacji letnich jeździliśmy z babcią rowerami przez las właśnie na "Bambry" nad jeziorko korzystać z pięknej pogody. Z perspektywy czasu najpiękniejsze wakacje. ???? Dlatego tez czuję sentyment do tego miejsca i zabieram tam swoje potomstwo. Boszkowo ? Lubię to ???? i polecam.
reyden Dodano: 01-10-2015 IP: 79.190.179.85 Eh wspomnienia . Dziadkowie mieli domek w Lesznie i praktycznie cały sierpień się spędzało w Boszkowie i nie tylko , także Włoszakiwice , Gołanice , Osieczna czy Fibiszki ( nie wiem czy dobrze napisałem wsppomnienia )
1111 Dodano: 02-10-2015 IP: 83.23.64.242 Fibiszki chyba nie, może Mościszki?
zyzania Dodano: 03-10-2015 IP: 83.23.236.139 Może takie ciekawe historie przybliżą młodzieży Letnisko, a co za tym idzie to co się tutaj działo i jak trudno było kiedyś, i , że nie tylko samym piwem spod parasoli się żyło, warto te wspomnienia opublikować, może więcej i jakiś mały przewodnik po historii Boszkowa Letniska z lat XIX, potem XX wieku, jak to było jak to się o wszystko starało począwszy od materiałów budowlanych po remont stacyjki...i jak to kiedyś na tej stacyjce było, można przpomnieć, że kiedyś bilety kupowało się u dróżnika i że szlabany też się kiedyś opuszczało...no, że stacja była z prawdziwego zdażenia, którą miłe stowarzyszenie chcaiało ochronić..niestety nie udało się ponoć ekonomia zwyciężyła, chociaż tutaj rodzą się wątpliwości i jakiś hihot z dala rozbrzmiewa bo ponoć UNIA dofinansuje takie małe stacyjki...tak jest w Czechach, na Słowacji...i w Drużynie, Czempiniu...dlaczego tak się stało w Boszkowie????/


Dane ze stacji meteo.
Temp. powietrza: 0.5°C
Temp. wody: °C
Wiatr: 0.0[m/s]
Kierunek wiatru: ---

Ostatni odczyt:
18.12.2017 04:06

Dane ze stacji meteo, GOSiR Włoszakowice, umiejscowionej na terenie Ośrodka Żeglarskiego przy ul. Turystycznej 7 w Boszkowie - Letnisku.

współpraca

slotex.pl - najlepszy hosting

Copyright © 2011 by e-boszkowo.pl